Od jakiegoś czasu moja Kochana Rodzinka zajada się chlebkiem mojego wypieku. Chrupiący chlebek ze świeżym masełkiem….mój Mąż już nie chce innego
Moja Mama dała nam kiedyś w prezencie maszynkę do pieczenia chleba. Leżała sobie długo na półce, czekając chyba na swój dzień. Pewnej niedzieli, gdy zobaczyłam, że chlebak jest pusty a do sklepu z samego ranka nie za bardzo chciało mi się biegać, maszynka okazała się wspaniałym wynalazkiem
Wyszukałam przepis na chleb, wzięłam się do roboty i za dwie godzinki chlebek, że palce lizać… A zapach w całym domu, jak w piekarni… Po wypróbowaniu różnych przepisów, zatrzymałam się na takim, z którego po dziś dzień korzystam. Zmieniłam tylko sposób pieczenia, czyli maszynkę zamieniłam na piekarnik, ponieważ więcej chlebków można upiec za jednym razem. Dzielę się z Wami tym przepisem i być może ktoś będzie miał ochotę zrobić sobie taki pyszny domowy chlebek. A warto, bo jak na razie to wszyscy go chwalą, a niejedni “zarazili się” i też pieką
Mój przepis na chleb jest taki:
Na trzy prostokątne blaszki (wym. 31×8x7 cm) :
Składniki:
- 2 kilo mąki,
- 2 kostki drożdży (każda po 10 dkg.),
- 4 płaskie łyżki cukru,
- 3 płaskie łyżki soli,
- niecała szklanka ziaren słonecznika,
- 1 1/2 szkl. ziaren sezamu,
- 2 szkl. otrębów pszennych,
- 1,8 litra wody ciepłej.
Wykonanie: Rozrabiam drożdże z 1 łyżką cukru i odkładam do wyrośnięcia. Do miski wsypuję mąkę, resztę cukru, sól, słonecznik, sezam, otręby pszenne. Potem dodaję wyrośnięte drożdże i mieszam, następnie dolewam ciepłą wodę i rękoma wyrabiam ciasto do momentu, aż wszystkie składniki ładnie się połączą. Smaruję formy olejem i posypuję mąką a potem wypełniam je ciastem. Wierzch można posypać ziarenkami słonecznika, sezamu lub makiem. Nie czekając na wyrośnięcie, wkładam od razu do zimnego piekarnika, nastawiając na 255 st. a po ok. 25 minutach zmniejszam temp. do 195st.i piekę jeszcze 20 min. Gdy skórka jest dobrze zarumieniona, chleb jest już gotowy. Po upieczeniu od razu wyciągam z foremek na ręcznik (aby się chlebek nie spocił
), a potem… czekam, czekam, czekam, aż ostygnie, a zapach kusi
Kroję dopiero, jak dobrze się ochłodzi. Polecam!
Joanna
Wybraliśmy się niedawno całą rodzinką na puszczanie latawca. W zeszłym roku zrobiliśmy skrzynkowy latawiec, który jakimś cudem przetrwał do teraz
. Przy wyjściu z domu mojemu Mężowi rzuciła się w oczy pluszowa maskotka osiołka Kłapouchego, która leżała w stercie porozrzucanych zabawek. Kłapouchy, jak zawsze, smutna mina, zwieszona głowa…. Mariusz wpadł na pomysł, aby go troszkę rozweselić
No bo jak to, tak ciągle się smucić? Trzeba było koniecznie coś z tym zrobić. Więc wzięliśmy go ze sobą. Pamiętacie ten odcinek “Kubusia Puchatka”, w którym wszyscy jego przyjaciele chcieli rozweselić Kłapouchego? Kubuś próbował dać Osiołkowi jedną z najwspanialszych rzeczy na świecie, jaką jest miodek, co Kłapouchemu wcale nie smakowało. Tygrysek i Maleństwo kazali Kłapouchemu skakać na sprężynie, bo to przecież jest super rozweselająca zabawa. Królik pozwolił mu pracować w swoim ogródku a sowa uniosła go w powietrze. Tylko Prosiaczek nie miał pomysłu na rozweselanie, z czego Kłapouchy był najbardziej zadowolony
My też chcieliśmy spróbować swoich sił w rozweselaniu osiołka, więc przywiązaliśmy go do latawca i puściliśmy w niebo. Dzieci były bardzo podekscytowane z naszego przedsięwzięcia i niecierpliwie czekały na to, co się stanie
Latawiec z przyczepionym pluszakiem, mimo większego obciążenia wzbił się wysoko. Wiatr targał Kłapouchym na wszystkie strony, fruwał po całym niebie i zapewne radośnie do nas coś wołał, ale że był daleko, nic nie słyszeliśmy
Zuzia i Anielka, wpatrzone w niebo, machały do Kłapouchego i skakały z radości. Jednak pomimo fajnej zabawy, gdy latawiec jest za długo, jak dla dzieci, w powietrzu, zaczęły się nudzić i trzeba było sprowadzić go na ziemię. Zaczęliśmy zwijać sznurek, ale wiatr tak wywijał latawcem, że z dużą siłą spadł na ziemię i się połamał. Kłapouchy, pomimo upadku cały szczęśliwy ustawił się do zdjęcia, aby uwiecznić ów radosny dzień. Przecież niecodziennie widać osiołki na niebie
Zadanie wykonane! Zobaczcie, jak nam się udało rozweselić naszego Kochanego Kłapouchego

Podczas jednej z wędrówek mój Mąż wypatrzył wśród jesiennych liści tę piękną narośl. Wyglądało na to, że została ona odpiłowana przy którymś z wyrębów leśnych i pozostawiona, abyśmy my mogli ja znaleźć
. Już na samym początku, gdy trafiła w moje ręce miała wyjątkowo ciekawy kształt. Tak naprawdę, to jest jedna z dwóch najpiękniejszych chwil, kiedy po znalezieniu wnikam pod zabrudzoną korę drewna i wyobrażam sobie, jak ona może wyglądać pod osłoną. Druga chwila to ta, gdy biorę drewienko w ręce i ściągam korę, odsłaniając jej niezwykłe wnętrze.
Po moich zabiegach narośl wyglądała jeszcze ładniej

Moje Kochane dziewczynki pucowały razem ze mną

Dodam jeszcze, że podczas poszukiwań jakichś wiadomości na temat narośli na drzewach natknęłam się na bardzo ciekawą stronę, poświęconą naszemu sławnemu pisarzowi Zbigniewowi Nienackiemu http://www.nienacki.art.pl. Znalazłam tam zdjęcie, które niesamowicie mnie urzekło. Narośl w kształcie serca. Znajduje sie ona we wsi Lipieńki. Czyż to nie cudowne? Szczęściarz z tego, kto je znalazł
Z Mężem zdecydowaliśmy, że pojedziemy tam, aby zobaczyć to niezwykłe drzewo na żywo. Zresztą sami popatrzcie, że warto:
